Autobus zatrzymał
się pod szkołą. Wszyscy z niego wysiedli i kierowali się do wejścia budynku.
Jak zwykle weszłam ostatnia. No prawie… Po podjeździe biegł zdyszany Vincent z…
dziewczynami z mojego pokoju .Po ostatnim spotkaniu nie chciałam z nim
rozmawiać.
Jak najszybciej
poszłam do klasy. Miałam matematykę. Poniedziałek, siódma rano i jeszcze
pierwsza lekcja to matematyka z wredną panią Stean. W klasie pod sufitem i przy
oknach wisiały czerwone i różowe serduszka. No tak walentynki. Święto, którego bardzo,
ale to bardzo nie lubię. Szczególnie, że mam w tym dniu urodziny. Jej! Powinnam
się cieszyć, że kończę szesnaście lat, ale 14 luty to zła data, żeby coś
świętować, przynajmniej w moim wypadku. Dość użalania się nad sobą. Usiadłam w
pierwszej ławce od okna. Jest to najlepsze miejsce, gdyż ławki w klasie są
dziwnie rozmieszczone i w pierwszym rzędzie jest chyba 13 pojedynczych
stolików. Pani Stean nigdy tam nie patrzy. Wyciągnęłam książki i długopis.
Czekałam na dzwonek, który oznajmi lekcję. Dryń… Dryń… W końcu zaczęły się
zajęcia, ale nie było tak jak zwykle. Matematyczka nie sprawdziła obecności.
Nie krzyczała na nas. Nie bazgroliła po tablicy. Tylko stała koło biurka i na
kogoś czekała. Chyba wiem na kogo.
-Ykhym…-chrząknęła, żeby zwrócić naszą
uwagę-To jest Vincent. Nowy uczeń. Chciałabym, żeby ktoś oprowadził go po
szkole w wolnej chwili.
Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiech i
zaczął lustrować klasę. Nagle jego wzrok zatrzymał się na mnie. Nie chciałam na
niego patrzeć. Miałam odwrócić wzrok, kiedy pomachał do mnie. Myślałam, że
zapadnę się pod ziemię. Wszyscy popatrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Dziewczyny
patrzyły z odrazą.
-Vincent, możesz usiąść gdzie chcesz.-po
tych słowach chłopak zaczął iść w moją stronę.
Co za dupek. Cały czas za mną łazi.
-Wolne?-uśmiech nie znikał mu z ust.
-Nie.-tak
jak myślałam usiadł za mną.
Czy on w ogóle słucha co się do niego
mówi. A jeśli miał zamiar tu usiąść bez względu na to co powiem, to po co się
pyta?! Już wtedy wiedziałam, że ten dzień będzie jeszcze gorszy niż zwykle.
Dryń… Dryń… Tak!
Przerwa! To oznacza czas na bibliotekę. Byłam tam częstym gościem. Miałam już
wyjść z klasy, ale napatoczył się Vincent.
-Hej! Naomi! Oprowadzisz mnie?-dalej się
uśmiechał.
-Yyy… Nie. Poproś kogoś innego.
-Naomi!-usłyszałam karcący głos pani
Stean.-Jeśli nowy uczeń cię o coś prosi to mu pomóż!
-Ale proszę pani…-
-Naomi! Bo zostaniesz po lekcjach.-to był
szantaż.
Nie mogłam sobie pozwolić na dodatkowe
godziny w szkole, bo muszę iść do kawiarni na moją zmianę.
-Dobra.-powiedziałam to tak jak małe
dziecko.
Ruszyłam korytarzem. Nie sprawdziłam czy
nowy za mną idzie. Miałam nadzieję, że po prostu zaprowadzę go do klasy, w
której ma lekcję i zniknę.
-Co teraz masz?-brak
odpowiedzi-Vincent?-gdzie on polazł.
Zaczęłam się wracać. Jeśli go nie znajdę
będzie ze mną źle. Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę. Uderzyłam plecami o
ścianę. To ten idiota.
-Co to było!?-nie mogłam się powstrzymać,
więc krzyknęłam mu w twarz.
-Nic. Chciałem ci złożyć życzenia. Słyszałem,
że masz dzisiaj urodziny.-uśmiechnął się.
Nagle usłyszałam w mojej głowie myśli.
Tylko nie były moje…
----------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że wam się podoba. A tak w ogóle to życzę wam udanych walentynek :* Jeszcze zachęcam do komentowania, przede wszystkim czytania i polecania znajomym.
Cudo!
OdpowiedzUsuńCzekam na nastepny rozdział!
Zapraszam do mnie: http://dziewczyna-produkt.blogspot.com/
Basia jak zawsze genialne ale mam pytanie:
OdpowiedzUsuńczy ja mam cię rozszarpać za tak krótkie rozdziały?????
Weny ~GZ :*
Fajne opowiadanie :) Czekam z niecierpliwością na kolejną część :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie: http://story-of-silent-hill.blogspot.com/ :)
Fajne, fajne :) Czekam na next ;3
OdpowiedzUsuń